






Zaczęło się od pożaru i frustracji wywołanej bezsilnością wobec zagranicznego serwisu. Dziś Fanum to nie tylko producent maszyn CNC, to symbol rzetelności, który rzuca wyzwanie zagranicznym koncernom. W branży, gdzie każda minuta przestoju to wymierne straty, polska firma z Podkarpacia postawiła na model biznesowy oparty na trzech filarach: potężnym magazynie części, szczerych relacjach międzyludzkich i inżynierskim pragmatyzmie. Od produkcji krzeseł dla dostawców IKEA, przez zaawansowaną obróbkę jachtów, aż po ekspansję w Brazylii – oto jak rodzi się globalna marka w cieniu lotniczych gigantów.
Historia Fanum nie zaczęła się w lśniącym biurowcu, ale w pyle warsztatu firmy Drew System. To tam Kazimierz Skorupski i jego wspólnicy na własnej skórze odczuli, co oznacza „mała katastrofa” – maszyna CNC zatrzymana w szczycie sezonu i brak wsparcia ze strony włoskich dostawców. Punktem zwrotnym był pożar, w którym spłonęła jedna z maszyn. Zamiast kupować nową, właściciele postanowili odbudować ją sami, dostosowując ją idealnie do własnych potrzeb.
Dziś ta katastrofa przekuła się w największy atut firmy. Fanum utrzymuje potężny magazyn komponentów: od prowadnic i silników po serwonapędy, które są dostępne od ręki. Dzięki temu firma jest w stanie błyskawicznie przywrócić maszynę do pracy po kolizji czy awarii, co dla klientów – jak podkreśla Przemek Pienia z firmy Klaudia – jest argumentem kluczowym. W Fanum serwis nie jest obietnicą z folderu reklamowego, lecz realnym zabezpieczeniem ciągłości produkcji.
W świecie zdominowanym przez bezosobowe korporacje, Fanum stawia na „kupowanie osoby i stylu bycia”. Głównym konstruktorem i twarzą marki stał się Szymon Skorupski, syn pana Kazimierza. To on buduje relacje, które wykraczają poza suchą specyfikację techniczną. Firma stosuje radykalną strategię przejrzystości: potencjalnemu klientowi podaje się numery telefonów do obecnych użytkowników maszyn, by mógł zasięgnąć opinii bez obecności sprzedawcy.
Ta strategia działa. Maszyny z logo Fanum (m.in. model Sigma ZM z magazynkami) pracują u dostawców IKEA, takich jak firma Bero, zastępując urządzenia niemieckie i włoskie w zakładach w Polsce, Czechach, Słowacji, na Ukrainie i Litwie. Klienci wracają, co jest najlepszym dowodem na to, że polska obrabiarka funkcjonalnością nie ustępuje światowej czołówce.
Fanum nie boi się niestandardowych pomysłów swoich klientów, ale podchodzi do nich z inżynierskim dystansem. Szymon Skorupski, jako główny konstruktor, często musi „sprowadzać klientów i designerów na ziemię”, pilnując zasad fizyki i rachunku ekonomicznego. Firma czerpie z doświadczeń w obróbce drewna, metalu i kompozytów, przenosząc sprawdzone rozwiązania między tymi branżami.
Przykładowo, technologie stosowane w obróbce drewna okazują się idealne dla branży jachtowej czy kompozytowej, o czym wielu producentów z tych sektorów nie ma pojęcia. Fanum wypełnia tę lukę, oferując maszyny dedykowane, skrojone pod konkretny produkt – czy to będą elementy gipsowe w Portugalii, czy wypraski ze sklejki do krzeseł.
W Fanum nie sprzedajemy tylko maszyn; sprzedajemy święty spokój producenta, który wie, że jego serwisant mieszka za rogiem.
Firma z Podkarpacia mierzy wysoko. Ich maszyny pracują już w Anglii, Turcji, a nawet w Birmie. Kolejnym strategicznym krokiem jest Brazylia. Fanum nie buduje tam fabryk, lecz stawia na lokalny serwis, szkolony przez własnych inżynierów – to jedyna droga do sprawnej obsługi tak odległych rynków.
Sukces ten rodzi się jednak w trudnych warunkach. Fanum musi konkurować o pracowników z gigantami Doliny Lotniczej, oferując nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim doskonałą atmosferę i przestrzeń dla kreatywności. Największą bolączką pozostaje jednak brak systemowego wsparcia. Kazimierz Skorupski nie szczędzi gorzkich słów pod adresem warszawskich urzędników, którzy odrzucili nowatorski projekt inżynierii odwrotnej dla branży jachtowej, oceniając go jako „mało innowacyjny” – mimo że projekt ten został wdrożony i świetnie funkcjonuje w praktyce. Mówi wprost o niejasnych systemach dotacji, gdzie środki płyną do firm, które nie wiedzą, co z nimi zrobić, podczas gdy realne projekty są blokowane.
Mimo trudności związanych z trudną sytuacją geopolityczną, wzrostem cen surowców (stal, węglik spiekany) czy chwiejnymi kursami walut, wspólnicy Fanum patrzą w przyszłość z optymizmem. Kazimierz Skorupski, choć żartuje o zasłużonej emeryturze, cieszy się, że młode pokolenie przejmuje stery, niosąc nową energię. Fanum to dowód na to, że w polskim przemyśle drzewnym i maszynowym można osiągnąć „najwyższy top”, jeśli tylko ma się odwagę budować maszyny nie tylko z metalu, ale i z pasji.






