Masz ścianę certyfikatów, ale czy ona na Ciebie pracuje? Reverse Compliance by LogisticFit

Reklama

Rzeźnik

Michał Rzeźnik, LogisticFit

Ta ściana, poza robieniem wrażenia, sprzedaje cokolwiek? Wygrywa przetarg? Podnosi cenę? Czy po prostu wisi? Najczęściej zapada cisza. Ciekawa cisza, bo pokazuje coś, czego rynek jeszcze sobie nie nazwał. Firmy mają ogromny majątek, tylko trzymają go w uśpieniu. Dotyczy to tak samo producenta, wytwórcy, firmy handlowej, jak i importera, który wprowadza towar na unijny rynek pod własną marką. To podejście, które proponuję, nazywam Reverse Compliance, czyli odwrócona zgodność. Zaraz wyjaśnię, na czym polega ten obrót, bo to jedna z niewielu rzeczy w compliance, która nie dokłada Ci pracy, a odblokowuje to, co już zrobiłeś.

Certyfikat patrzy w tył i do środka

Zacznijmy od tego, czym certyfikat naprawdę jest. Przy całym szacunku dla tego dokumentu, jest on dowodem w czasie przeszłym. Zrobiliśmy coś dobrze, wtedy i ktoś nam to potwierdził.
Certyfikat patrzy w dwie strony i obie prowadzą do wewnątrz. Patrzy w przeszłość, bo dotyczy audytu, który już był. Patrzy do środka firmy, bo uspokaja Dział Jakości i Zarząd informując, że wszystko jest na miejscu. Ktoś powie, że przecież certyfikat obowiązuje też do przodu. Ma swoją ważność, prolonguje zgodność na kolejny okres, przedłuża ją w przyszłość. To prawda. Jednak, tę zgodność potwierdza się w jednym punkcie, podczas audytu w określonym czasie. Ważność biegnie dalej, tylko opiera się na zdjęciu zrobionym wtedy, a nie na tym, co dzieje się u Ciebie dzisiaj. Dlatego nawet ten ruch w przyszłość jest tak naprawdę zakotwiczony w przeszłej chwili. Nie patrzy w przód, na klienta. Nie patrzy na zewnątrz, na zapytanie ofertowe, w którym toczy się realna walka o kontrakt. Dlatego, choć cenny, po prostu wisi. Imponujący i prawie martwy.
Dokładnie w tym miejscu pojawia się cała idea. Reverse Compliance to nie kolejny obowiązek do odhaczenia. To jeden ruch. Bierzesz ten sam dowód, który dziś wisi jako ozdoba i obracasz go przodem do klienta. Ten sam certyfikat, druga strona. Zamiast komunikatu, że zrobiliśmy u siebie dobrze, mówi coś zupełnie innego. Oto, dlaczego to my jesteśmy dla Ciebie bezpiecznym wyborem. Bo samo posiadanie certyfikatu to jeszcze nie przewaga. Przewagą jest dopiero jego aktywacja.

Pod logotypem nie ma naklejki, jest zbiornik danych

To jest sedno, które zmienia całą perspektywę. Pod każdym logotypem na Twojej ścianie nie ma naklejki, jest zbiornik danych. Certyfikat leśny to nie obrazek. To dane o pochodzeniu surowca i o łańcuchu dostaw. Certyfikat tekstylny to dane o składzie i o substancjach użytych w produkcie. Certyfikat środowiskowy to ślad i zużycie. Zielona energia to dane o emisji. Każdy taki znak, który wisi w recepcji, to rezerwuar informacji, który firma zebrała i zamknęła w ładnej ramce. Tu jest najlepsza wiadomość dla każdego, kto boi się nadchodzących regulacji. Reverse Compliance nie każe Ci zbierać niczego nowego. Każe zdjąć ramki i połączyć to, co jest w środku. Bo dziś te dane leżą rozrzucone. Geolokalizacja u kupców, certyfikaty w segregatorze u szefa produkcji, specyfikacje opakowań w logistyce. Osobne pliki, osobne zespoły, osobne audyty. Martwa mozaika. Wystarczy połączyć to w jedną warstwę danych i z dziesięciu obrazków robi się jedno aktywo. Najczęstszy błąd, jaki widzę u firm patrzących na nadchodzące przepisy, jest właśnie tutaj. Traktują dane jak dokument do przechowania, a nie jak informację, którą można wykorzystać. Dokument się zbiera, wpina, archiwizuje i zapomina. Informacją się zarządza. Ona pracuje, łączy się z inną i coś dzięki niej wygrywasz. Ta różnica w głowie jest ważniejsza, bo bez niej najlepsze narzędzie i tak posłuży do produkcji kolejnych martwych segregatorów.

Jeden zestaw danych, trzy regulacje

Teraz najciekawsze. Ta jedna warstwa danych nie służy do jednej rzeczy. Ona zasila naraz trzy regulacje, które i tak nadchodzą. EUDR, czyli unijne rozporządzenie o produktach wolnych od wylesiania. PPWR, rozporządzenie o opakowaniach i odpadach opakowaniowych oraz DPP, cyfrowy paszport produktu, który wchodzi ścieżką rozporządzenia ESPR o ekoprojekcie. Zwykle firmy traktują te trzy skróty jak trzy osobne pożary do gaszenia. Trzy projekty, trzy budżety, trzy zespoły. To najkrótsza droga do zdublowania kosztów i do decyzyjnego paraliżu. W praktyce operacyjnej wszystkie trzy pytają w dużej mierze o to samo. O ten sam surowiec, ten sam skład, to samo pochodzenie. Ten sam zestaw danych, tylko trzy różne wyjścia. Przejdźmy przez każde z nich, bo w każdym firma z porządną ścianą certyfikatów startuje z dużej przewagi, z której najczęściej nie korzysta. Zwróć uwagę na jedną rzecz, zanim wejdziemy w szczegóły. Wszystkie te regulacje idą w tym samym kierunku, w stronę przejrzystości łańcucha dostaw. Unia chce wiedzieć, z czego jest zrobiony produkt, skąd pochodzi surowiec i co się z nim dzieje po sprzedaży. Firma, która ma to poukładane u siebie, odpowiada na każde z tych pytań tym samym materiałem. Dlatego Reverse Compliance nie jest sztuczką marketingową. To po prostu najbardziej ekonomiczny sposób, żeby przejść przez trzy obowiązki naraz, zamiast płacić za każdy osobno.
EUDR: masz certyfikat leśny, masz większość
Weźmy firmę, która ma certyfikat odpowiedzialnego leśnictwa. Taka firma już dziś kontroluje pochodzenie drewna i prowadzi łańcuch dostaw. Wie, skąd bierze surowiec i od kogo. To jest już spora część tego, czego wymaga EUDR. Z mojej praktyki to jakieś sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent drogi. Różnica sprowadza się głównie do geolokalizacji działek i do złożenia oświadczenia w unijnym systemie.Zauważ, co to oznacza. Nie budujesz góry od podstaw. Dokładasz ostatni odcinek drogi, którą w dużej części już przeszedłeś. Kto tego nie widzi, ten wpada w panikę. A teraz obrót. Ten prawie gotowy zestaw danych o pochodzeniu, dziś skierowany do wewnątrz, obróć przodem do klienta. Staje się dowodem, że Twój produkt jest wolny od wylesiania. Takiego dowodu sieci handlowe zaczynają żądać już w zapytaniach ofertowych. Działa to prosto. Twój gotowy dowód zdejmuje ryzyko z barków odbiorcy. Dostawca, który go ma, nie jest tańszy. Jest bezpieczniejszy, a bezpiecznego wybiera się pierwszego. Warto tu uważać na zakres. Wiele produktów z elementami drewnianymi wchodzi w obszar EUDR, nawet takich, o których mało kto myśli w tym kontekście. Zanim uznasz, że Ciebie to nie dotyczy, sprawdź to naprawdę.

PPWR. Umiesz wystawiać deklaracje, masz wyćwiczony mięsień

Przy opakowaniach przewaga jest inna, ale równie realna. Dużo firm produkcyjnych, handlowych i importowych już dziś umie wystawiać deklaracje zgodności, bo robi to na potrzeby innych wymogów. To jest dokładnie ten mięsień, którego wymaga PPWR. On jest wyćwiczony. Trzeba go tylko skierować na opakowania, a opakowań w tych firmach jest sporo. Produkty często są objętościowe i mocno pakowane. Dużo folii, dużo kartonu, a w transporcie dużo pustej przestrzeni. Warto tu dodać jedną rzecz o imporcie. Jeśli sprowadzasz towar spoza Unii pod własną marką, to Ty odpowiadasz za zgodność jego opakowania, nawet jeśli sam go nie projektowałeś. Przejdźmy do obrotu. PPWR działa w dwie strony naraz. Pierwsza to oszczędność, którą widać w rachunku od razu. Mniej materiału i mniej powietrza w opakowaniu to więcej sztuk na palecie, a do tego mniej kursów. Do tego niższa opłata za lepiej zaprojektowane opakowanie, czyli ekomodulacja. Przy dużym wolumenie to konkretna pozycja w budżecie, a nie kosmetyka. Druga strona to przepustka. Klasa recyklowalności opakowania powoli staje się warunkiem w zapytaniach dużych sieci. Kto ma ją wcześniej, ten kwalifikuje się do przetargu, do którego reszta po prostu nie wejdzie. Obowiązek zamienia się w bilet wstępu.

DPP. Paszport w dużej części już wypełniony

Cyfrowy paszport produktu brzmi dla wielu firm jak najdalsza i najbardziej abstrakcyjna z tych regulacji, jednak moim zdaniem to właśnie tu drzemie największy potencjał. Paszport wchodzi kolejnymi grupami produktów. Wśród priorytetowych są tekstylia i meble. Firma, która działa na styku tych dwóch światów, na przykład produkuje meble tapicerowane, siedzi dokładnie na ich przecięciu. Jeden zestaw danych obsłuży u niej dwa reżimy paszportu naraz. Wraca ta sama logika co wcześniej. Większość pól paszportu to dane, które firma już ma w swoich certyfikatach. Skład, pochodzenie, ślad, energia. Paszport jest w sporej części wypełniony, zanim firma cokolwiek dołoży. Tyle że paszport to nie tylko obowiązek, to nośnik, na którym da się zarabiać. Firma, która buduje markę wokół jakości i historii produktu, dostaje w paszporcie gotowy nośnik tej historii i sprzedaje drożej. Firma, która myśli o drugim życiu produktu, czyli o jego odbiorze i recyklingu, zamienia dane paszportu w strumień przychodu, zamiast traktować odpad jak czysty koszt, a firma w grupie kapitałowej buduje tę warstwę danych raz i wdraża ją w kolejnych spółkach i zakładach. Koszt jeden, korzyść wielokrotna. To przewaga, której samodzielny producent po prostu nie ma. Regulacja i tak pcha rynek w stronę drugiego życia produktu. Pytanie brzmi tylko, czy będziesz na tym zarabiać, czy za to płacić.

Dwa aktywne biją dziesięć uśpionych

Do czego to wszystko prowadzi. Do jednej myśli, którą chcę zostawić każdej firmie, która produkuje, wytwarza, handluje albo importuje. Więcej certyfikatów nie znaczy więcej przewagi. Ściana dziesięciu logotypów bije ścianę dwóch tylko wrażeniem. W momencie, w którym połączysz dane pod tymi logotypami i skierujesz je do klienta, dwa aktywne certyfikaty biją dziesięć uśpionych. Każdego dnia. Cała różnica między posiadaniem, a aktywacją to jeden obrót. Nic nowego nie trzeba zbierać. Trzeba połączyć to, co już jest i obrócić przodem na zewnątrz. Dlatego zamiast pytać, ile jeszcze certyfikatów zdobyć, zadaj sobie kilka innych pytań. Co realnie wisi na Twojej ścianie i jakie dane stoją za każdym logotypem. Które z tych danych są dziś skierowane do klienta, a które tylko zdobią stronę. Od którego obrotu chcesz zacząć, od EUDR, PPWR czy paszportu. Wreszcie, kto w firmie łączy te dane w jedną warstwę i nią zarządza.

Dopasowanie logistyczne, nie kolejny obowiązek

LogisticFit to dla mnie nie tylko nazwa, to model działania. Dopasowanie logistyczne firmy do wymagań to nie jest sam koszt. To sposób na uporządkowanie tego, co już masz i zamianę rozrzuconych dokumentów w jedno aktywo, które pracuje na cenę i na kontrakt.

Firma, która obróci swoją ścianę wcześniej, zyskuje to, czego nie da się dokupić w dniu wejścia przepisów. Czas i spokój. Reszta będzie gasić pożary, a ona będzie już sprzedawać swoją zgodność jako argument. Jeśli nie wiesz, ile z Twojej ściany już pracuje, a ile śpi, to akurat dobra wiadomość. Sprawdzenie jest szybsze niż myślisz. Zwykle wystarczy krótki przegląd, żeby zobaczyć, które dane już masz, które są skierowane do wewnątrz i od którego obrotu najłatwiej zacząć. Nie wychodzisz z niego z kolejnym obowiązkiem. Wychodzisz z wiedzą, ile już zrobiłeś i co wystarczy obrócić. Na rynku nie wygra ten, kto ma najwięcej dokumentów. Wygra ten, kto pierwszy obróci je przodem do klienta.

 

Kurier Drzewny
Kurier Drzewny
Miesięcznik branży drzewnej, meblarskiej i leśnej. Jesteśmy obecni na rynku wydawniczym od 2008 roku.
KONTAKT z nami: kontakt@kurierdrzewny.eu.

0 Votes: 0 Upvotes, 0 Downvotes (0 Points)

Zostaw odpowiedź

Ładowanie następnego wpisu...
Follow
Szukaj Popularne
Odkryj
Loading

Signing-in 3 seconds...

Signing-up 3 seconds...